W redakcji dzwoni telefon. Mówi starsza pani ze Spółdzielni
Sowińskiego. Słaby głos przedstawia sytuację: sprzedałam
mieszkanie z możliwością pozostania w nim do końca życia,
teraz chcą mnie wyrzucić!
Kurier Wolski spotkał się z panią Stefanią. Jest sparaliżowana i całkowicie zależna od pomocy OPS i dobrych sąsiadów. Sama może tylko czytać i słuchać radia. Siedzi w łóżku obłożona gazetami i opowiada swoją historię: — 2 lata temu, kiedy żył jeszcze mąż, zdecydowaliśmy się sprzedać mieszkanie. Nie byliśmy w stanie opłacić lekarzy i medykamentów, a że nie mieliśmy bliskiej rodziny i tak nie było by komu go zostawić.
Chcieliśmy tylko zachować możliwość zamieszkiwania tu do końca życia. Przy takich ograniczeniach musieliśmy sprzedać nasze M3 za niewiele więcej niż połowę ceny rynkowej. Coś za coś. My sprzedajemy tanio – ktoś pozwala nam tu żyć. Zadzwoniliśmy do pośredników i szybko znalazł się nabywca.
Mieszkaniem zainteresowała się pani, pracownik jednego z dużych pośredników nieruchomości. W rozmowie z nami stwierdziła wraz z mężem, że taki „układ” im odpowiada, bo mieszkania potrzebują dla 3 letniej córeczki.
Wszystko spisaliśmy u notariusza. Po roku zmarł mąż, a gdy tylko ceny mieszkań zaczęły spadać, okazało się, że nasze ustalenia też straciły na wartości. Nowi właściciele sugerują mi zamieszkanie w domu opieki, czego tak bardzo chciałam uniknąć. Wytwarzają presję. Wszystko o mnie wiedzą na bieżąco, nie wiadomo od kogo. Mam głuche telefony. Niedawno mieszkanie zostało sprzedane nowym właścicielom.
Oczywiście razem ze mną. Inną wersję podaje nowa właścicielka mieszkania. Od 2 lat prosi o klucze do mieszkania bo dopiero ich przekazanie dopełnia aktu sprzedaży. To ona jest teraz członkiem spółdzielni i formalnie odpowiada za lokal. W rzeczywistości jej prawa są ograniczone.
Jak twierdzi, jakiś czas temu, kiedy pani Stefania znalazła się w szpitalu, przez okno, po drabinie wchodzili strażacy, ponieważ nikt nie wiedział co się stało i nie poinformował o sytuacji nowych właścicieli. Zresztą i tak nie miałaby kluczy, by wejść do mieszkania. Przed Świętami Wielkiej Nocy lokatorkę odwiedził mąż naszej rozmówczyni.
Ponieważ ich sytuacja finansowa uległa zmianie i chcieli mieszkanie zbyć (na identycznych zasadach jak je kupili), poprosił o wydanie kluczy. Spotkał się z odmową. Mimo to zabrał je, skopiował i oddał tego samego dnia.
Sprawa wylądowała na policji. Z końcem marca mieszkanie zostało ponownie sprzedane. Również poniżej kwoty rynkowej i z zapisem notarialnym o dożywotnim zamieszkiwaniu w lokalu przez panią Stefanię. Chociaż ten zapis formalnie chroni jedynie w przypadku nieruchomości, a nie spółdzielczego prawa do lokalu, wyrzucenie z mieszkania obecnej lokatorki wydaje się raczej mało prawdopodobne.
W międzyczasie pomoc radcy prawnego z biura porad prawnych, w postaci 2 pism, kosztowała lokatorkę 2.000 zł. Pani Stefania wypowiedziała umowę. Teraz pomaga jej inny prawnik, za darmo. Mimo, iż pani Stefania musiała zrzec się członkostwa w spółdzielni, cały czas opłaca czynsz i inne rachunki. Wierzy, że nowi właściciele dotrzymają danego słowa i nie spędzi swoich ostatnich lat w domu opieki.
Kilka miesięcy temu przez polskie media przelała się fala artykułów na temat opłacalności odsprzedawania mieszkań przez starsze osoby z zapisem o tzw. służebności wieczystej. Warto by ci, którzy decydują się na ten krok zorientowali się wcześniej w problemach jakie mogą z tego tytułu wyniknąć, a przede wszystkim z tego, że taki zapis, prawnie nie chroni lokatorów mieszkań spółdzielczych.
Mieszkańcy, którzy chcieliby skorzystać z pomocy prawnej OPS Wola mogą się zgłaszać do Ośrodka przy ul. Bema 91 w poniedziałek 16.00-18.00 i czwartek 8.00-11.30. Najpierw jednak trzeba uzyskać skierowanie od pracownika socjalnego – tel. (022) 571 50 00
MP