Strona główna
Internetowe wydanie Kuriera Wolskiego - wszystkie numery
Wybierz miesiąc:
Numer: 27/328
Plik: zobacz
Data: 30 kwietnia 2009
Artykuły:
Numer: 26/327
Plik: zobacz
Data: 16 kwietnia 2009
Artykuły:
Numer: 25/326
Plik: zobacz
Data: 2 kwietnia 2009
Artykuły:
  • Najsłynniejsze skrzyżowanie na Woli
  • Dewastacja obyczajów
  • Eurowybory – 7. czerwca
  • Remonty mieszkań za 21 mln
  • W dobie boomu na urządzanie wnętrz układanie mozaiki kojarzy się z kolejnym etapem mozolnego remontu. Tymczasem mozaikę zalicza się do sztuki użytkowej, a jej dzieje sięgają IV−III tysiąclecia p.n.e. Dziś kościoły zamawiają mozaikowe wizerunki papieża, rodziny – portrety swoich bliskich, a co zamożniejsi dekorują nią mieszkania. Rozmawiam z Witoldem Zyglewskim – założycielem pracowni mozaiki artystycznej przy ul. Bema.

    — W Polsce mozaika artystyczna nie jest popularnym elementem wystroju…

    — U nas jest to temat „dziewiczy”, za granicą we współczesnej formie istnieje od lat 50. To niezwykły sposób przekazu sztuki. Prace wykonane taką techniką są zwykle powtórzeniami dzieł znanych artystów, zazwyczaj malarzy. Mimo to zawsze traktuje się je jak oryginały, ponieważ zawsze inspiracją do wykonywania mozaik były dzieła malarskie. Mozaika daje możliwość zdobień, których nie da się wykonać innymi, poza malarstwem, technikami. Można ją układać nie tylko na powierzchniach płaskich, ale na kolumnach, wypukłościach, wklęsłościach.

    — Przybliżmy pokrótce historię mozaiki.

    — Najbardziej prymitywne wykonywano już w starożytności. Główne ośrodki leżały w Mezopotamii, starożytnej Grecji, Imperium Rzymskim, Bizancjum. Cała architektura islamu była „wyłożona” tego rodzaju sztuką, zaś ludzi wykładających mozaikę traktowano jak rzemieślników. Wtedy wykonywano z kamienia powtarzające się motywy, głównie roślinne. Ciekawe prace powstawały w starożytnym Rzymie. Modne były motywy geometryczne i sceny mitologiczne. Zaawansowana technicznie mozaika zaczęła się od XVI/XVII w. W kręgu prawosławia i we Włoszech przeżywała kwitnący okres. Stąd pracownie w Watykanie i Petersburgu, które do dziś wyznaczają światowe trendy w mozaice.

    — Skąd pomysł na założenie pracowni mozaiki w Polsce?

    — Tą techniką zdobniczą interesuję się mniej więcej od 30 lat. Pierwszy raz zetknąłem się z nią w Szwajcarii, gdzie pracowałem w firmie projektowania i wykonywania wnętrz. Otrzymywałem zlecenia od inwestorów indywidualnych trwające czasem latami, np. basen chiński, nad którym pracowaliśmy 5 lat. W pewnym momencie zauważyłem, że mozaika staje się niezwykłą formą przekazu, w której zaczynam się odnajdywać. Postanowiłem wyjść z tym na zewnątrz i założyć pracownię. Stało się to możliwe dzięki pomocy inwestorki, która poza dofinansowaniem zapewniła wsparcie lokalowe.

    — Jak nauczyć się układania mozaiki?

    — Praktykę nabywa się dopiero w pracowni. Nie ma wielu możliwości zdobycia wiedzy na ten temat, ponieważ nasza pracownia jest jedną z niewielu w Polsce. Zdziwiłby się ten, kto przyszedłby do mnie i powiedział, że ma doświadczenie w układaniu mozaiki. Natychmiast zapytałbym, czy zdobył je w Petersburgu, czy Watykanie. To dwa miejsca na świecie, gdzie tę praktykę można naprawdę odbyć. Są nieliczne pracownie w Holandii, USA, ale bez tradycji.

    — Wykładanie obrazów z małych elementów wymaga chyba szczególnej perfekcji…

    — Do tego trzeba mieć predyspozycje. Mozaiką zajmują się ludzie szczególni, zazwyczaj po Akademii Sztuk Pięknych, różnych dziedzin artystycznych. Mamy dziewczynę, która kończy rzeźbę, ale według mnie jest fantastyczną mozaicystką.

    — Mozaicystką?

    — Ludzie nazywają to bardzo różnie, natomiast u nas przyjęło się takie określenie. To takie nasze nazewnictwo gwarowe. Kiedy zaczynam nazywać kogoś mozaicystą, to znaczy, że zaczynam go cenić.

    — Czyli nie każdy „śmiertelnik” może wykonywać mozaikę?

    — W mozaice trzeba znaleźć sposób na pracę. Pierwszy okres jest próbą, podczas której artysta musi odpowiedzieć sobie na pytanie, czy się do tego nadaje. Ta technika wymaga specyficznego charakteru. Człowiek, który zaczyna pracę, powinien widzieć efekt końcowy już przed jej powstaniem. Tylko wtedy można cierpliwie i mozolnie wykonywać kolejne etapy mozaiki. Stąd nie jest ona dobra dla niepokornych artystów. Artysta wymagający szybkiego efektu nie sprawdzi się w mozaice, która odpowie na wszystkie pytania dopiero na końcu. W ciągu 7 lat istnienia przez naszą pracownię przeszło kilkadziesiąt osób, z których pozostały nieliczne.

    — Na czym polega technika układania mozaiki?

    — W mozaice liczy się kolor, rytm i moduł (jej podstawowy element). Można tu użyć wszystkiego, co daje się sklasyfikować jako moduł. Wykonujemy głównie mozaikę szklaną. Surowiec sprowadzamy z USA, Włoch i Francji. Robimy też prace ceramiczne. Przygotowujemy gliniane moduły, które są rozwałkowywane, cięte na właściwe wielkości, a następnie szkliwione. Do uszlachetnienia używamy np. agatów, pereł, złota menniczego. Po wykonaniu elementów i dobraniu modułów odwzorowujemy na nośniku projekt, który mamy wykonać. Nośnikiem może być siatka, szary papier lub deska. Na końcu przystosowujemy moduły z danej kolorystyki i układamy z tego obraz.

    — Jakie prace wykonujecie?

    — Indywidualne zamówienia, najczęściej powtórzenia wielkich mistrzów. Dużą część stanowią prace sakralne, portrety Jana Pawła II. Wykonywaliśmy fragment łazienki, w której kabina prysznicowa składała się z trzech obrazów Muchy z cyklu „Pory roku”. Z pracowni wyszedł cykl powtórzeń obrazów Gustawa Klimta, impresjonistów i klasyków włoskiego renesansu. Zrobiliśmy też herb Ursynowa, który wisi w tamtejszym ratuszu, obecnie układamy XV−wieczną mapę świata.

    — Które zamówienia najbardziej zapadły Panu w pamięć?

    — Pewna klientka zamówiła mozaikę z wizerunkiem fontanny di Trevi w Rzymie, bo tam właśnie poznała ukochanego. Obraz musiał być w kadrze widzianym z okna hotelu, w którym była ze swoim mężczyzną. Pojechałem więc do Rzymu, aby sfotografować to miejsce. Innym razem mieliśmy wernisaż na wyspie Mainau na Jeziorze Bodeńskim, gdzie mieści się siedziba grafa Badenii−Wittenbergii. Krótko potem dostaliśmy zlecenie na wykonanie portretu nieżyjącego już grafa. Zawisł on w salonie pałacu. Po jakimś czasie okazało się, że wywołał emocje, które spowodowały pojednanie między królową Szwecji a owdowiałą żoną grafa.

    — Dziękuję za rozmowę.

    JR
 
 
wolska bajkapowstancza wolaNasza Chłodnaparki wolikurier